CO OBSKI ROBI WE FYRTLU?

Na Jeżycach może i na jakiego penera się natknąć. Łe, pęchcić pieniąchów dla takiego ni ma co, bo czasem nałojóny niepota lajsnąć se może jeszcze jaką berbeluchę, a po tym ino lury goda i mele zaczepia. Niech lepiej obski dalej w odsiebkę idzie, namknie się opypłańcowi z drogi prek.

Do cologa lepiej fyrnie i szlauchy poogląda. Może też na trykające kozy się polampi.

Jeżyce puczyć się mogą tym zwierzyńcem, choć tera trochę opędziały, kiedy se stędy do Nowego zwierzaki wyknaili...

Ale co, połazić można, wyćwienać nie ma co!

Ubrechtać się można tutej tyż, kiedy rumotania, „meczenia” kóz się słucha!

Po czasie, skorno Obski ma głód, to idzie wynuplać dynks do spucnięcia! Ma smaka na jabzo albo drzuzgawki! Rychtyk na rynek trafia! Łe jery! Lajsnąłby se wszysko ino do pomieszkania by wrócić musiał, co by ofunflaną jezde wypłechtać...

Szczun zmina zdanie: postanawia wymarać za winklem jakiegoś stołowego, gdzie ślepe ryby albo jakiś chabas może spucnąć.

Idzie, idzie.. Wej! Ale rajcowna salacha! Fest wypindaczona! Gideja, że hej!

Obski stalując, że spokojny, pyta melę, czy nie zna jakiegoś stołowego, gdzie skopowinę z pyrami można zjeść. Pyta też, czy by ona z nim szpeknąć tam nie chciała.

Pinda zgadza się i bierze obskiego na jedze. Siedzą se, a on lurami ją zanudza. Zduczniały z niego amant...W końcu skramnia się i zgrudza. Mela jednak ino chichra się z laufera i jego pierdół. Skorno podali parzybrodę zaczyna mu blubrać o fyrtlu.

Szczon powiedział, że obski jest, a do Pyrlandii ino do wuja przyjechał. Z ledwością wygoda, jak wuja się nazywa, mela sznupę rozdziawia, pizga się w czoło, bo jej famuła się zna z onym wujem!

Łońskiego roku na fyrtlowej miganej się spotkali! Ale salacha się pierduśnicą okazuje! Rug cug papla, co by wuja napizgany tedy niezglożnie każdą do dylania brać chciał.

Obski porutę czuje, bo wie, jaka tuleja dylająca z wuja jest. Ale ino brechta, bo lepiej wystworzać fify niż martwić się i wstydzić! Każdy ma w sobie ejbera, a Obski wie, że z wuja tak naprawdę porzónny bauer ino czasem rozerwać się musi!

Jak z melą blubrać kończą i oboje ostatnie chapsy biorą, Obski dycht zmęczony klybaniem, daje bejmy kelnerce, a gidei buziaka w bakę. Blycki na klukę kładąc do pomieszkania wraca.

Mija bożamykę przy składach z lumpami, skręca za winkiel. Tam ma chatę u wuja.

Odklucza drzwi i ćpa się prosto na wyro ganc skatajony. A wuja szpeknął ino z antrejki chichrając się pod wąsem.