​ Lektura musi smakować


Na słowo „lektura” wzdrygnie się niejedna osoba – zaraz przypominają się szkolne czasy i książki, których już nieco archaiczny język i tematyka napawał niemal lękiem przed czytaniem. A zatem jaka powinna być współcześnie lektura?

Odpowiedzi na to pytanie próbowano znaleźć 20 marca 2015 roku w CK Zamek, gdzie odbyła się debata o lekturach szkolnych, której nadano nieco kontrowersyjny tytuł „JANKO MUZYKANT CZY HARRY POTTER?” Wydarzenie miało miejsce w ramach Targów Książek dla Dzieci i Młodzieży, zaś punktem wyjścia do dyskusji były wyniki ankiety „Wybierzmy wspólnie lektury najmłodszym uczniom” przeprowadzonej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Smaczna książka

Jej wyniki jasno pokazały, że uczniowie najchętniej widzieliby wśród szkolnych lektur takie tytuły jak „Harry Potter” czy „Zaczarowane Drzewo”, zaś klasyczne pozycje książkowe uważają za długie, nudne i niezrozumiałe. Co w takim razie z Sienkiewiczem i innymi klasykami? Jakie jest w tej sprawie zdanie nauczycieli, rodziców, znawców literatury?

Spotkanie przebiegało w dosyć emocjonującej, a momentami nawet napiętej atmosferze. Ostatecznie, wszystkim chodziło jednak o dobro naszych najmłodszych.

-Czytanie książki przez dziecko ze szkoły podstawowej jest podobne do czynności jedzenia czegoś smacznego. Książka musi takiemu młodemu człowiekowi smakować, sprawiać wręcz biologiczną radość, gdyż w przeciwnym wypadku powstanie niechęć, która przeniesie się na kolejne lata – mówi Andrzej Maleszka, reżyser filmowy, autor scenariuszy i powieści, w tym dziecięcego bestsellera „Magiczne Drzewo”, który pomimo przynależności do nieco starszej już grupy wiekowej, gorliwie bronił stanowiska młodych. - Na tym etapie książka nie tyle powinna być źródłem wiedzy, co przyjemności. Zresztą, wiedza jest dzisiaj zupełnie gdzie indziej - w Internecie, w zupełnie innych światach. Książka powinna być dla dziecka radością, a nie obowiązkiem.

Konflikt pokoleń

W temacie lektur, podobnie zresztą jak w wieku innych kwestiach, na pierwszy plan wysuwa się jednak wyraźnie odwieczny konflikt pokoleń, a także odmienne zdania ludzi pochodzących z różnych środowisk. Ryszard Koziołek, profesor literaturoznawstwa, nie zgodził się więc ze stwierdzeniem, że czytanie powinno być dla dziecka głównie źródłem przyjemności.

- Od czytania, a tym samym od języka polskiego, oczekuje się czegoś więcej. Nie wydaje mi się, żeby przyjemność była fundamentalna w kształceniu, a jeżeli już, to raczej powinno chodzić tu o przyjemność, która jest efektem wysiłku – uważa prof. Ryszard Koziołek. - W lekturze zawsze trzeba ponieść jakąś pracę. A tu zaczyna się tworzyć iluzja, że można tworzyć literaturę, która w ogóle nie będzie stanowiła wyzwania intelektualnego. Gdyby tak było, wówczas należałoby usunąć całą historię, a czytać z dziećmi jedynie to, co współczesne.

Jak podkreśla prof. Ryszard Koziołek, lektury wymagałyby wtedy ciągłej aktualizacji.

- Oczywiście, zgadzam się, że w szkolnych zestawach powinny być też te dzisiejsze „smaczki”, ale zarazem – dla naszego dobra - szkoła nigdy nie będzie wolna od przymusu (…) Odpowiadając na to straszne, choć rozumiem jego prowokację, pytanie „Janko Muzykant, czy Harry Potter”, odpowiedziałbym, że ani to, ani to. Harry –ego Pottera nie trzeba czytać w szkole, można to robić w domu. Z kolei Janko Muzykant to nie jest lektura dla podstawówki. To jest poważny, sadystyczny i okrutny tekst, który nadaje się do czytania ze znacznie dojrzalszymi ludźmi.

Szkoła to nie samotna wyspa

To zdanie podziela Ewa Berdzik, wiceminister Edukacji Narodowej. Według niej, szkoła nie jest samotną wyspą, ale zawsze jest gdzieś zanurzona, a jej zadaniem jest stawiać wyzwania. Obecni na debacie nauczyciele podkreślili zaś, że w skutecznym nauczaniu chodzi o odpowiednie podejście.

- Zamiast mówić „musisz to zrobić ” lepiej jest powiedzieć „ta lektura nie należy do najłatwiejszych, ale jestem tu po to, żeby pomóc ci ją zrozumieć. Przecież taka jest rola szkoły, żeby pomagać w pokonywaniu trudności – zauważa jedna nauczycielek.

Dzisiejsze realia i ich konsekwencje niestrudzenie podkreśla jednak Andrzej Maleszka, twierdząc, że książka nie jest już obecnie źródłem kompetencji językowej, ani najwyższej wiedzy, bo we współczesnej rodzinie oprócz mamy, taty i dzieci mamy jeszcze doktora Googla [wyszukiwarka internetowa – red.] i to do niego zwracamy się ze wszystkimi pytaniami. To on jest wyrocznią i autorytetem.

-Jeśli książka ma przetrwać to musi być autentyczna i zrozumiała, choć za kilkanaście lat postęp technologiczny będzie już tak duży, że czytanie zupełnie zaniknie, bo maszyny będą robić wszystko za człowieka – przekonuje reżyser.

Wzór na czytanie jest w domu

Mimo wszystko, zgodnie zauważono jednak, że niezależnie od tego co się czyta, kluczową kwestią jest wzór wyniesiony z domu. Czytają przecież tylko te dzieci, w których domach są książki.

- Dzieci nie da się oszukać. One mają w głowach radary. To, że rodzic powie dziecku „czytaj!”, a sam nie będzie tego robił, nie znaczy jeszcze, że malec nie wie, jaka jest prawda i że zrobi to, co się mu każe. Dzieci to doskonali naśladowcy swoich rodziców – zauważa Maleszka.

Pozostaje mieć nadzieję, że uda się w końcu znaleźć złoty środek lekturowy oraz, że nowoczesna technologia mimo całej swej potęgi nie zdoła jednak sprawić, że pozbawimy się tak wielkiej przyjemności jak czytanie książek.

Joanna Oprawa-Karwat