Nowy (nie) ład światowy

- z Michałem Merczyńskim dyrektorem festiwalu teatralnego Malta, który właśnie trwa i się rozgrywa na naszych oczach, rozmawia Jacek Szczepaniak

- Kto wpadł na pomysł, żeby zorganizować coś takiego, jak festiwal teatralny Malta?

- „Ojców Chrzestnych” wydarzenia było kilku. Na pewno trzeba wymienić Jana Kaczmarka, ówczesnego członka Zarządu Miasta zajmującego się kulturą. On zaproponował formułę rozgrywania spektakli nad jeziorem Malta. Chciał jednak przenosić spektakle wprost ze scen teatrów dramatycznych, głównie „Polskiego”, z którym byłem związany. Odpowiedziałem krótko: - Nie tędy droga. Trzeba szukać innych artystów - tych - którzy czują plener. Akurat do Poznania wrócił „Teatr Ósmego Dnia”. Tak powstał pierwszy festiwal, a Rada Miasta była zachwycona. Choć ja, nie byłem aż tak wielkim optymistą, żadnych wielkich planów. Przyszedł jednak Janusz Pazder, także z Komisji Kultury. Powiedział krótko: - Proszę, kontynuuj…

null

- No i tak minęło dwadzieścia pięć lat. Ćwierć wieku.

- „Srebrne Gody”. Ładna, okrągła rocznica. I teraz muszę to powiedzieć z pewną dozą dumy: jest to jeden z największych festiwali tego typu nie tylko w Poznaniu, Polsce, ale gdziekolwiek. Do tego Malta co i rusz się zmienia, nigdy nie jest taka sama.

- Tak jak życie, otaczająca nas rzeczywistość.

- Oczywista oczywistość – odnosząc się do klasyków. Wychodzimy z dużą gamą oferty kulturalnej dedykowanej właściwie wszystkim. Niemal nie ma możliwości, że ktoś o ten mega event się „nie potknie”. Trudno go nie zauważyć. Poza tym Malta to nie tylko trzy tygodnie samego wydarzenia, prowadzimy też działalność całoroczną. Na Łazarzu, w „Ogrodzie Wilda”, wreszcie w „Kiosku” na Jeżycach. Czyli pracujemy na tej „dłuższej piłce”, bo taka jest dzisiaj kultura, takie są jej wymogi.

- Kto wymyśla program Malty?

- Cały Zespół Programowy. Przez wiele lat współpracowałem z Leszkiem Raczakiem, ale on w pewnej chwili powiedział: - „ Stop”. Chciałem zrobić 20 wydarzeń. I odszedł. Ja go absolutnie rozumiem. Tu i teraz, najważniejsza jest nasza koordynatorka, Kasia Tórz. Młoda osoba, inne pokolenie niż ja. Dzięki temu czuje jednak pewne klimaty. Bo jak się okazało, najbardziej aktywnymi uczestnikami Malty są, mniej więcej, jej rówieśnicy. Młodzi ludzie. Poza tym co roku zapraszamy kogoś kto stwarza tak zwany idiom, motyw przewodni festiwalu. Najczęściej spoza granic Polski. Obecnie jest to Anglik, Tim Etchells. Ma taki dar, że w krótki sposób ocenia rzeczywistość. Tak powstał idiom „Nowy Ład Światowy”. Choć niektórzy się śmieją, patrząc na otaczające nas realia, że to „Nowy (nie) ład Światowy”.

null

- Pan, z takim problemem, choć na dużą mniejszą skalę, zetknął się rok temu, odwołując spektakl „Golgota Picnic”. Obecnie decyzja byłaby taka sama?

- Zdecydowanie tak! Policja – wtedy – umyła ręce. Twierdziła, że nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Ani aktorom, ani uczestnikom spektaklu. Zachowała się poniekąd tak jak Piłat, po wydaniu Chrystusa tłumowi, który chciał jego głowy… Dodam, że ówczesne władze miasta też dziwnie zamilkły. Nikt artystów nie bronił. Za to były poważne ostrzeżenia, że wydarzenie opanują kibole, bo nie nazywam ich prawdziwymi kibicami. Chodziło chyba o słynną „Triadę”, czyli Lecha, Cracovię i Arkę Gdynia. Próbka tego była już po zdobyciu przez „Kolejorza” ostatniego tytułu. Prawie, że nie spalono Anarchistów na Starym Rynku. A to przecież było święto radości, a nie nienawiści. Stałem się wtedy wrogiem publicznym nr 1. Cóż – przeżyłem. Być może, dzięki podjętym wtedy działaniom, nikt nie zginął. Bo wtedy, dochodzi do czegoś nieodwracalnego. Tragedii.

- W efekcie doczekał się Pan jednak efektownej „ksywki”.

- Nazwano mnie, między innymi, „didżejem Episkopatu”. Malta nigdy jednak nie była „polityczna”. Raz obrywałem z prawej, a raz z lewej strony. Ot, taki los. Przyzwyczaiłem się. Prawdziwy dramat podczas festiwalu przeżyłem tylko raz. Gdy zmarła, zresztą podczas występu, niemiecka aktorka. Prokurator, policyjne dochodzenie, te wszystkie pytania, protokoły. Wrócę jeszcze myślą do wydarzeń sprzed roku, chodzi o „Golgotę Picnic”. Ponoć jest tak, że sam Komendant Główny Policji obiecał, że artyści już nigdy nie będą sami. Nie tylko w Poznaniu, ale w całej Polsce. Przedtem jednak istniała realna groźba zerwania festiwalu. Miałem nocne spotkanie z wykonawcami. Dyskutowaliśmy od 22.00 do 4.00 nad ranem. Padał przykład francuskiej Tulusy. Tam także, najpierw były protesty, ale zaraz potem kontrmanifestacja. Głosy za i przeciw. W Poznaniu ewidentnie tej symetrii zabrakło. Twórcy, choć się nie zgadzali, moje argumenty zrozumieli. W tym przypadku nawet tylko, potencjalne zagrożenie ludzkiego życia, było ważniejsze niż sztuka.

- Prezydenta Poznania, Jacek Jaśkowiak już teraz ostrzegł Pana, że przyszłoroczna Malta ma być mniej … bezczelna.

- Pismo skomentowano zanim je dostałem… Wyjaśniam – generalnie, chodziło o ujęcie w programie 60 rocznicy poznańskiego Czerwca 1956 roku. Takie wydarzenie było już jednak zaprogramowane. Już 10 lat temu spektakl na ten temat reżyserowała Iza Cywińska. W przyszłym także odniesiemy się do tego wydarzenia. Właśnie negocjuję warunki tej umowy. To człowiek z Poznania. Solidny, młody zdolny, sądzę ,że się porozumiemy. A wracając do listu prezydenta Poznania; powiem tak: - Malta robi swoje. Nie opowiada się po żadnej ze stron, bo to do niczego pozytywnego nie prowadzi.

- Odniesiecie się jakoś do przypadającej w przyszłym roku rocznicy Chrztu Polski ?

- Znów, być może, zaskoczę: pewne wydarzenia są już zaprogramowane od dwóch lat. Widzowie, na pewno usłyszą muzyków, którzy w swojej twórczości inspirowali się religią. W Poznaniu odbędzie się prawykonanie dzieła Henryka Mikołaju Góreckiego, mowa teraz o „Oratorium o Świętym Wojciechu”. On miał już wybrzmieć podczas 750 rocznicy lokacji miasta. Niestety, pracę przerwała ciężka choroba artysty. Już po jego śmierci okazało się, że utwór w końcu powstał. Sam jestem ciekawy jak to wypadnie.

- Sama Malta 2015 w cyfrach; ile wydarzeń, ilu artystów?

- 259 spektakli, około 500 artystów z kilkunastu krajów. Rozgrywanych w 35 lokalizacjach. Różnych. Od prywatnych mieszkań, poprzez klasyczne teatry, aż do dużych przestrzeni – myślę teraz o samym Jeziorze Malta. W sam festiwal czynnie zaangażowanych jest blisko tysiąc osób. Sądzę, że zobaczy to około osiemdziesięciu tysięcy osób. Taka jest „średnia”. Budżet wynosi około 6 milinów złotych. Z różnych źródeł. I to musi wystarczyć.

null

- Kończąc, czy Michałowi Merczyńskiemu jeszcze się nie znudziło „dyrektorowanie” Maltą?

- Odpowiem inaczej: jestem tutaj od litery A i zamierzam pozostać aż do Z. Niektórzy uznają mnie za pozytywnie zakręconego pracoholika. Ja, na pewno, nie będę tym, który zgasi „ostatnie światło”.

- Serdecznie dziękuję za rozmowę.

- A ja zapraszam Czytelników „Warty Poznania” do aktywnego uczestniczenia w Festiwalu Teatralnym Malta.