Opowiadania gwarą jeszcze wakacyjne

Bimbą do Chorwacji?

 Dycht zdziwiony byłem, kiedym se raz wsiodł do bimby, ano żeby na huby dojechać, tak o, po prostu. I chyba żem jechał trochę za długo, bo wysiadając żem myśloł, że na jakieś bambrejewo dojechałem! Przetarłem jednak bryle i ślipiom uwierzyć nie mogłem. Jak tu cudnie! Szpycowałem wszystko z otwartą japą. Wokół cudne kamieniczki, choć nie takie akuratne! Na dole fajny, jasny bruk, choć ligawa jakich mało! Mimo to żem sobie postanowił wybrać się na przechadzkę. Klara niesamowita, ale uliczki wąskie na tyle, ażebym skrzyczkiem nie został. Wiaruchna wokół radosna i uśmiechnięta! Wszyscy dylają, piją lufę i rakiję razem z famułami i kompelami, a do tego nikt nie ględzi. Co krok ktoś na ryczce siedzi i muzykuje. Na końcu uliczki dochodzę do... plaży. Ciepły, przyjemny cug, szum fal... Całe szczęście, że mam na sobie laczki, bo piach bucha żarem od klary. Laczki... Skąd na moich nogach laczki? Nagle słyszę, że ktoś mnie woła. Odwracam się i wykopyrtam o jakąś kloftę. Budzę się w moim wyru... Tego samego dnia rano. Jakie fajne wczasy, tej! Ciekawe gdzie jutro będę rajzować... Wiem! Ady gdzie tylko sobie zamarzę!    

Jednego popołudnia

Biniu wpadł do swojej krewiny na słodkie. Siedzi na ryczce w kuchni ze swoim szwagrochem i paplajom. A że som trochę nagibani, temat czmycha na rajzowanie. Chcieliby gdzieś pojechać, lofry stare, ale a to bejmy, a to robota- tak by się szujśło.

Biniu wraca do siebie, ale tak się napalił i nie odpuści! Siada przed komputerem na krzesołku, żeby bilet na samolot zaklepać. Słyszał gdzieś, że inaczej więcej bejmów wyda. Wypełnia jakieś formularze, szudra się po głowie, lot zez tyndy do tamtyndy.

Hale! Kóniec Dymbiec!- krzyczy- Latoś fyram do Hiszpanii!

Takie lajsnął sobie wczasy.

Z Poznańczykiem przez świat: Benvenuto!

Rajzując se po świecie raz Poznaniok stary, trafił w ekę dycht niespodziewanom. Wychodzi z bany skatajony, cały zmorany, a tu wokół szczuny same fest wypindaczone. Normalnie naszemu panu sznupa się otwarła, bo po raz pierwszy w życiu z takim dynksem się stryka.

Z ryfom jak gamuła przemierza ulice i nie wie, co się dzieje, gdzie się, tej, znajduje?!

Mija tuż za winklem kolejnego żgajka w akuratnym ancugu, z bakami rumianymi i wąsem czornym, jakby w smole utąkniętym.

Podchodzi doń niepewnie, giry jak klamoty, bo jak tu podejść do eleganta, gdy samemu się wygląda jak elegant z Mosiny...

Lyrojąc się podchodzi i pyta tego pana:

-Dzień dobry, panu. Panie, pan powie, gdzie ja jestem?

Pan ino szpeka dziwnie, baka to już nie jagoda, a burak- tak czerwona.

Poznańczyk trochę zdziwiony, pyta go raz jeszcze, a tamten ino bryle na kluce poprawia i odpowiada:

-Scusi, signore ma che chosa dici?

Nasz rajzownik blubry słysząc zdrygnął się zdziebko.

Ale szpeka wte i wewte i... Łe jery!Budynki jak graty (fest, ale graty), wiara machająca rękami jak szpliny, gideje z tytkami dycht dziwacznymi...

Poznaniok zrozumiał, gdzie jest! Istny z Pyrlandii do Italii trafił!

Signore kipa wyćpnął i gapi się na Poznanioka. Lumpy-okropne: jaczka-czarna, brylów-brak, a włosy- bez brylantyny!!!

Żal się Włochowi szczuna zrobiło. Świga mu tylko: Avanti! I rękom pokazuje, żeby za nim szwajami ruszył.

Szuszwol (według „Macarone”) posłusznie idzie. Skecajom za winklem i do składu wchodzom. A tam..o, tej! Trzewiki na glanc wypucowane! Jaczki w kratki, kwiatki i drzuzgawki! Mantel jeden za drugim, co jeden, to piękniejszy!

Bauer włoski rychtyg świga Poznaniokowi to to, to tamto. Wknaja go do przymierzalni, ogląda, pindaczy.

Pinć minut nie mija, żgajek wychodzi i dopiero w lustro szpeka.

Zyzol mu zaraz na kalafie wyskakuje. Knyf ubrany! Już nie szuszwol!

-Che bello! Molto elegante!

Signore chichra się i dudla z zachwytu nad swym dziełem! Nachapał się, ale akuratny Poznaniak jest teraz!

Eleganti do bimby wsiadajom, a wszystkie bździągwy zyzujom na blondyna o niebieskich ślipiach...Ten kielochów ukryć nie potrafi!

Szczęśliwy jest Poznańczyk w Italii!

Marianna Lebioda  Agata Tomaszek Zosia Zakrzewska