Prezydentki z oficyny

Takie mieszkania wciąż istnieją. Zwłaszcza w starych dzielnicach miast, choć nie tylko. Wbrew tym, którzy wolą wierzyć, że ludzie mieszkają tak, jak w telewizyjnych serialach. Wciąż jednak są miejsca gdzie niewiele zmieniło się od dziesięcioleci. Sporo takich miejsc jest na Jeżycach.

Poznański Teatr Nowy, już po raz kolejny daje dowód na to, że artystów interesuje to, co dzieje się dookoła. W tym przypadku – dosłownie tuż za rogiem. Nieraz już zajmował sie losem ludzi wykluczonych, ludzi wyrzuconych na margines, a nawet za burtę przez zmiany gospodarcze po roku 1989. Tym razem wziął na warsztat najbliższe otoczenie. Bo o nich opowiada spektakl „Prezydentki”.

Ludzie, których nie ma

Gdy odsłania się kurtyna – tym razem jest nią zwykła, okienna firanka – widzimy nieco zaniedbane mieszkanie, na lodówce zegar z trykającymi się koziołkami – ponoć najbardziej kiczowaty gadżet pozostały po Euro 2013. Dalej są: okazyjnie kupiony używany kolorowy telewizor, pamiętający ubiegły wiek elektryczny czajnik i młynek do kawy, zniszczone meble i jeszcze kilka podobnych rekwizytów.

null

Dalej są ludzie – tacy, jakich wolimy na ulicach nie dostrzegać. – Zaniedbani, w wielokrotnie cerowanych ubraniach, z poczuciem, że nic dobrego ich w życiu nie spotka. No, może ten okazyjnie kupiony telewizor. W takich wnętrzach też toczy się życie: zupełnie jak w serialach, rozgrywają się prawdziwe dramaty. Często takie, jakich jednak nie wymyślili by scenarzyści.

To tyle. Kto ciekaw puenty, niech wybierze się do Teatru Nowego. Tam, gdzie zapewne bohaterowie tej sztuki nigdy by nie zabłądzili.

To nasi sąsiedzi

- Takie mieszkania można dostrzec choćby w najbliższym sąsiedztwie teatru – mówi jego dyrektor Piotr Kruszczyński, reżyser spektaklu. Dodać należy, że w ich istnienie nie wierzą nawet niektórzy dziennikarze. A rzeczywistość sobie. Składają się na nie ulice starych dzielnic, takich jak poznańskie Jeżyce, gdzie zostali ci, którzy musieli – nie mieli gdzie się wyprowadzić

Często sąsiadują z rodzinami określanymi jako patologiczne, gdzie najczęstszymi gośćmi jest patrol policji. Autor niniejszego tekstu sporo dowiedział się o tej rzeczywistości właśnie podczas rozmów, z różnych okazji, z funkcjonariuszami. Ale także pracownikami pomocy społecznej, czy administratorami domów.

Ludzie ci jakoś żyją. Tak, jak potrafią. Można spotkać ich przy porannym piwku w bramach kamienic, na targowisku na Rynku Jeżyckim, w zatłoczonych tramwajach i na skwerach pełnych psich kup. Jak dotąd, najmniej było ich widać z Placu Kolegiackiego.

Zaglądają w okna zarówno sobie – jedna z ulubionych rozrywek, gdy męczy nuda i beznadzieja – jak i tym, którym się udało. Są wkurzeni i zazdroszczą. Czy to dziwne, dlaczego? Ale im pozostaje własny, zatęchły światek. I tragedie, które rodzi – wystarczy czytać kroniki kryminalne. I przekonanie, że skoro im się nie udało, to zapewne są gorsi – tak przecież mówią w telewizji. A jednak, na przekór wszystkiemu, często próbują choć przez chwilę poczuć się lepsi, dorównać tym z ekranu, wyjść z ram, jakie przeznaczyło im konsumpcyjne społeczeństwo. Nieczęsto kończy się to dobrze.

Nie można ich dostrzec zza kierownicy stojącego w korku na Dąbrowskiego samochodu. Czasem trzeba zajrzeć w głąb ciemnego podwórka, znanego chyba tylko listonoszom.

null

Wiele w naszych rękach

Gdy w Poznaniu, po wyborach samorządowych, powiały nowe wiatry, wiele mówi sie o rewitalizacji starych dzielnic. Bo miasto się wyludnia. W centrum zostaje ten, kto musi. Dobrze, że pojawiają się też tacy, którzy świadomie chcą zostać w miejscu, gdzie często żyli od pokoleń. Chcą o to miejsce walczyć, by dało się w nim żyć: wydeptują ścieżki po urzędach, organizują uliczne happeningi. Decydują sie kandydować do Rad Osiedli. A choćby tylko iść na osiedlowe wybory. Szkoda, że jak dotąd tak rzadko.

Prezydent Jacek Jaśkowiak w imieniu swoim i urzędników deklaruje więcej empatii i zrozumienia. I dobrze, bo bez zwrócenia uwagi na tych niewidzialnych na co dzień ludzi po bramach i oficynach, żadna rewitalizacja się nie uda.

null

Andrzej Przyborski

Fot. Jakub Wittchen