​Udusiła własne dziecko, bo nie dawało jej spać w nocy.


Paulina S. za uduszenie własnego  dziecka usłyszała wyrok 12 lat pozbawienia wolności. „Sławna” Katarzyna W. za zamordowanie małej Madzi dostała 25 lat więzienia. Obie sprawy są bulwersujące, ale bardzo różnią się od siebie.

Paulina S. nie miała szczęścia w życiu. Wychowała się w patologicznej rodzinie, gdzie alkohol był ważniejszy niż czas poświęcony własnemu dziecku. Niekochana, zaniedbywana i samotna w końcu trafiła do domu dziecka. Niestety nie potrafiła się odnaleźć w nowym miejscu. Podobnie było w rodzinach zastępczych, do których trafiała.

W ucieczkach i samotnym włóczeniu się po okolicy szukała ratunku. Szybko popadła w jeszcze większe kłopoty. Nie skończyła żadnej szkoły i zaczęła się spotykać z o wiele starszym od siebie mężczyzną.

Kiedy zaszła z nim w ciążę, ten bez skrupułów porzucił ją. Mała Lilianna nigdy nie poznała swojego ojca.

Paulina S. starała się być dobrą matką. Zamieszkała z dzieckiem w mieszkaniu socjalnym na poddaszu kamienicy na rynku w Lesznie. Poznała 27- letniego Jakuba K., z którym próbowała stworzyć normalną rodzinę. Niestety nie udało się. Mężczyzna okazał się alkoholikiem i dziewczyna zdecydowała się rozstać z nim.

Po zerwaniu jej znajomi zaprosili ją do siebie, by poprawić humor. Nie chcieli, by w trudnych chwilach była sama.

Paulina do domu wróciła późno, ale w zdecydowanie lepszym humorze.

Niestety nad ranem doszło do tragedii. Czteromiesięczna Lilianna obudziła się i zaczęła płakać. Matka nie potrafiła jej uspokoić dlatego wpadła w szał i zaczęła bezbronne dziecko dusić.

- Byłam zła na siebie, wściekła, znowu coś robiłam źle, nie potrafiłam nawet uspokoić swojego dziecka.  Oszalałam. Dusiłam ją, bo nie wytrzymywałam już psychicznie. Nie potrafiłam sobie poradzić nawet z tym, że płacze, a ja nie umiem jej uspokoić – opowiadała potem policjantom.

Wyrodna matka nie zorientowała się nawet, że zabiła własne dziecko.

Kiedy zasypiała, obok niej w łóżku leżało już martwe ciało córeczki, a bok na stoliku stygła niedopita kawa, którą zaparzyła podczas płaczu dziecka.

Obudziła się o godzinie 10 i dopiero wówczas zauważyła co się stało. Próbowała reanimować dziecko, ale było za późno. Wezwała pogotowie.

Lekarz, który przyjechał na miejsce stwierdził zgon. Do śmierci musiało dojść w nocy. Matka spała z martwym dzieckiem 4 godziny.

Paulina liczyła, że uda się wmówić policjantom, że przyczyną zgonu była śmierć łóżeczkowa.

Zanim trafiła do aresztu zdążyła jeszcze na face napisać „Życie jest okrutne ...Dlaczego mnie to spotkało” i dodała smutną twarz emotki.

Jakub K. po aresztowaniu powiedział policji o próbie wcześniejszego zabójstwa. Podejrzewając swoją dziewczynę o zdradę schował się w szafie, by złapać ją na gorącym uczynku, ale zamiast tego był świadkiem przerażającej sceny. Matka próbowała udusić swoje dziecko.

Paulina oprócz zarzutu zabójstwa oskarżona została dodatkowo o próbę zabójstwa.

Jednak sąd uniewinnił ją od tego zarzutu. Zeznania świadka okazały się mało wiarygodne. Badający go biegli zauważyli duże zdolności do konfabulacji. Dodatkowo choroba alkoholowa czyniła z niego niewiarygodnego świadka. Zresztą w samych zeznaniach pojawiło się wiele sprzeczności. Raz twierdził, że Paulina dusiła dziecko rękoma, a za drugim razem opowiadał o użyciu w tym celu poduszki.

Matka konsekwentnie zaprzeczała temu oskarżeniu jednocześnie od samego początku przyznawała się do uduszenia dziecka w nocy 27 lutego. Tłumaczyła, że nie chciała zabić córeczki tylko ją uciszyć. Nie mogła już znieść płaczu.

4 maja Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał ją na 12 lat pozbawienia wolności za zabójstwo własnego, 4 miesięcznego dziecka.

Sąd uznał, że nie działała z premedytacją, ale zabiła z bardzo błahego powodu.

 - Do zabójstwa popchnęła ją bezradność, chęć uciszenia dziecka. Ściskając mu gardło godziła się z tym, że może umrzeć, ale chęć uciszenia go była silniejsza. Obciąża ją to, że zabiła z tak błahego powodu – tłumaczył w uzasadnieniu wyroku sędzia Antoni Łuczak. - Była matką, na której ciążył szczególny obowiązek ochrony tego jakże małego i bezbronnego dziecka.

Za podobny czyn Katarzyna W. słynna zabójczyni małej Magdy ze Śląska usłyszała wyrok 25 lat pozbawienia wolności.

W tym przypadku niższy wyrok może szokować, ale obie sprawy po dokładnym zbadaniu bardzo różnią się od siebie. Oczywiście nie zauważyli tego dziennikarze brukowców. Już następnego dnia tabloidy rzuciły się krytykować sędziego za zbyt dużą pobłażliwość.

Sprytnie przemilczeli fakt uniewinnienia Pauliny S. od zarzutu usiłowania zabójstwa opartego na zeznaniach alkoholika.

Również nie zauważyli różnicy między Pauliną S., a Katarzyną W.

Ta druga miała wszystko, kochającego i dobrze zarabiającego męża, własne mieszkanie, wsparcie ze strony rodziców. W zupełnie innej sytuacji życiowej była Paulina S..

Sąd nie zgodził się z wnioskiem prokuratury żądającej 25 lat pozbawienia wolności doszukując się wielu okoliczności łagodzących. Zmienił również kwalifikację zabójstwa z premedytacją na działanie z zamiarem ewentualnym. Za złagodzeniem kary przemawiało samo życie Pauliny S., wychowywanej w rodzinie patologicznej, a od 14 roku życia przebywającej w wielu domach dziecka.

- Nikt jej nie nauczył jak ma radzić sobie z życiem. Nie poradziła sobie nawet z płaczem dziecka. Na dużo starszego od siebie ojca Liliany nie mogła liczyć. Zostawił ją, gdy dowiedział się o ciąży. Nie mogła liczyć także na Jakuba K., który wolał pić. Dlatego rozstała się z nim dwa dni przed tragedią. Została sama z dzieckiem w wynajętym pokoju. Bez pracy i pieniędzy – sędzia wyliczył okoliczności łagodzące.

Obserwując to bulwersujące morderstwo po raz kolejny można się przekonać, że w Polsce młoda matka może liczyć na wsparcie państwa tylko do momentu urodzenia dziecka. Potem już nikogo nie interesuje w jakich warunkach wychowuje się dziecko i czy rodzice prawidłowo zajmują się swoimi pociechami. Co raz częściej pewne formy wykluczenia społecznego i braku miłości są dziedziczone z pokolenia na pokolenie.