Yalla Balagan, czyli Poznanianka w Izraelu!

Swego czasu Ryszard Kapuściński napisał, że podróżowanie to choroba w gruncie rzeczy nieuleczalna. Do niego należą też słowa, które głoszą, że podróż nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca.

Coś w tym musi być, skoro niektórzy ludzie po odbyciu pierwszej podróży, zaczynają czuć w sobie coś w rodzaju fascynacji, pewnego niepokoju i wkrótce zaczynają planować kolejną. Mało tego, po powrocie nie są już tymi samymi ludźmi. Każda wyprawa ich zmienia, kształtuje, staje się częścią ich samych. Tak też było z Joanną Nowosad, sympatyczną studentką z Poznania.

Asia uwielbia podróże - zarówno te w pojedynkę, jak i ze znajomymi, czy z bratem. Podróżuje zarówno pociągiem, jak i autobusem. Niestraszny jej także samolot. Podróżniczego bakcyla odkryła w sobie już w liceum, ale przełomową wyprawą była ta na Ukrainę, tuż po pierwszym roku studiów, całkowicie w nieznane i w dodatku w pojedynkę. Była to prawdziwa podróż pierwszych razów: pierwszy raz za wschodnią granicą Polski, pierwszy raz we Lwowie i Kijowie, pierwszy raz samotnie. Jeszcze pół roku temu nawet nie myślała, że pojedzie do Izraela. Jak sama mówi - ta podróż tak naprawdę sama ją znalazła.

W jeden z ostatnich majowych wieczorów , Joanna opowiadała właśnie o tej wyprawie. Były interesujące zdjęcia i jeszcze ciekawsze opowieści. Siedząc tam, aż chciało się po prostu spakować walizkę i od razu ruszyć gdzieś przed siebie, najlepiej w kierunku tak fascynujących terenów jak właśnie Izrael.

Yalla Balagan – taką nazwę nosiło spotkanie podróżnicze z Joanną Nowosad w roli głównej - Relację z mojej podróży do Izraela nazwałam właśnie w ten sposób, ponieważ dla mnie ten kraj jest jedną wielką zagadką, czymś chaotycznym, ale jednocześnie niezwykle fascynującym. No bo wyobraźmy sobie, że coś istniało 2000 lat temu, potem słuch o tym zaginął i teraz nagle znowu istnieje. Tak właśnie jest z Izraelem. W dodatku ludzie, którzy tam mieszkają pochodzą z bardzo różnych zakątków świata, tworząc tym samym interesującą mieszankę kulturową. Dla wyjaśnienia, „Yalla” z arabskiego oznacza „szybciej”, zaś „balagan” rozumie się tak samo jak u nas, czyli jako rozgardiasz, po prostu bałagan. To zestawienie słowne chyba najlepiej obrazuje różnorodność i kontrasty, które miałam okazję zaobserwować podczas swojego pobytu w tym kraju – mówi Asia i przywołuje w pamięci widok jednej z głównych ulic Jerozolimy, który szczególnie zapadł jej w pamięć. – Pełno tam było straganów, na których sprzedawali zarówno Żydzi, jak i Arabowie. Kiedy przy jednym ze stanowisk chciałam kupić przyprawy, okazało się, że nie ma przy nim arabskiego sprzedawcy, ponieważ poszedł się modlić, zaś jego dobytku pilnował - po sąsiedzku - Żyd. To było ciekawe, bo z jednej strony mówi się o konflikcie Arabów i Żydów, a z drugiej życie codzienne weryfikuje kwestie polityczne. Widać, że większość ludzi żyje tam ze sobą w zgodzie, i to niezależnie od pochodzenia.

Choć Joanna spędziła w Izraelu zaledwie tydzień, to jednak zdążyła na własnej skórze przekonać się o tym, że cały ten kraj to prawdziwy fenomen – zarówno w odniesieniu do kultury, jak i do polityki, czy geografii. Ową wyjątkowość dobrze opisał w swojej książce („Balagan. Alfabet izraelski”) dziennikarz Gazety Wyborczej, Paweł Smoleński. Joanna postanowiła powołać się na jego słowa: - Kraj nie ma jeszcze stu lat, lecz historię liczy od czasu proroków, kiedy morze umiało się rozstąpić, bo chciał tego Bóg i człowiek. Miejsca tam jak na świątecznym obrusie, ludzi niewiele więcej, a problemów tyle, ile nie mieści żadna inna litera alfabetu. Kamieni pamiętających pradawność i świętych miejsc też więcej tu niż gdziekolwiek indziej. Ale mnie się zdaje, że Izrael najlepiej poznawać przez ludzi, którzy po tych kamieniach chodzą każdego dnia: przyjaciół, obcych, gaduł i milczków, spokojnych i awanturników. To mój słownik, przewodnik po Izraelu, bo tylko takich ludzi tam widziałem. Spotkacie innych ludzi (a spotkacie z pewnością), ułoży wam się własny. Szalom.

- Podróże sprawiają, że odrywam się od codzienności, mogę odpocząć psychicznie, bo nie zamęczam się myśleniem o tym, co zostawiłam na studiach, w pracy. Czuję, że jestem szczęśliwa. Dzięki nim zmienia się moje patrzenie na inne kraje, weryfikuję zasłyszane stereotypy. Podróże to jednak przede wszystkim ludzie, których spotykam na mojej drodze - zawsze są to niesamowite spotkania! – wyznaje Asia.

Tak naprawdę, każda podróż ma to do siebie, że daje cenną możliwość stworzenia sobie własnego alfabetu danego miejsca, mieszkających tam ludzi, doświadczonych wrażeń – szczególnie, jeśli celem wyprawy jest miejsce tak wyjątkowe jak Izrael. Nie ulega wątpliwości, że takie przeżycia kształtują, a niejednokrotnie całkowicie zmieniają nasz światopogląd, pozwalają nabrać pewnego dystansu, zarówno do siebie, jak i do świata. Kto wie, może to właśnie jest sedno tego całego podróżniczego bzika, który sprawia, że człowiek rzuca wszystko i wyrusza na drugi koniec świata?

Joanna Oprawa-Karwat